NOWOŚCI: Anna Wasilewska - Oulipo, czyli recepta na życie bez końca | KIERMASZ W KSIĘGARNI LOKATOR | więcej






igoogle rss

ANKIETA

ZAKAZ PALENIA TYTONIU W KNAJPACH?
* 70% -- Tak
* 26% -- Nie
* 2% -- Obojętne
liczba głosów: 368
archiwum ankiet


OGLĄDALNOŚĆ

najczęściej odwiedzane w ub. miesiącu:
* (2172)
* Stanisław Rosiek (1770)
* Filmowe Koło Rosji (651)

najczęściej odwiedzane w całej historii:
* KASPAR HAUSER (39252)
* FRANCISZKA THEMERSON (37914)
* Filmowe Koło Rosji (37288)


forum
LOKATOR > MOSTOWA 1
2011-06-26


PIO
ŻYCIE BITWA MORSKA
2010-12-12


album
10 URODZINY KLUBU LOKATOR
2011-05-19


galeria
10 na 10 - Gregory Michenaud - Sąsiedzi
2011-06-01

mrówkojad
Mrówkojad, numer 52, styczeń 2011


księgarnia
KWIATKI
JERZY FRANCZAK



lokator
FRANCI SLAK

oglądasz archiwalną wersję strony -- za 10 sek. nastąpi automatyczne przekierowane do aktualnego serwisu -> www.lokatormedia.pl.

jeśli chcesz kontynuować oglądanie archiwum, kliknij -> tutaj.

księgarnia


Księgarnia Klubu LOKATOR, Kraków ul. Krakowska 27
Księgarnia otwarta od poniedziałku do soboty od 12.00 do 22.00

Bestsellery, bestlookery, polecane tytuły i nowości wydawnicze:

tytul: TEATR OJCA UBU
autor: Alfred Jarry
wydawnictwo: wydawnictwo CIS
cena:
opis:

  Jan Gondowicz przełożył na nowo teksty teatralne Alfreda Jarry'ego. Chwała mu za to
"Pierwszy tłumacz ma wolną rękę, drugi musi mieć koncepcję" - stwierdza Jan Gondowicz i nie mamy wątpliwości, że on ją miał. Już sam tytuł "Teatr ojca Ubu" sugeruje, że nowe przekłady "Ubu Króla", "Ubu Skowanego" i "Ubu Rogacza", opatrzone erudycyjnymi komentarzami, składają się na teatralną monografię Jarry'ego


Ubu, towarzysze i nie tylko

Nie ma co ukrywać, że dla Polaków nie jest on wyłącznie autorem sztubackich satyr na zdradzieckie traktaty, gwałcenie sumień, fałszowanie monety i wycinanie narodów w pień - jak widział te dramaty pierwszy tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński. Sztuki obrosły polską historią i ugruntowały w Europie negatywny stereotyp naszego kraju. To właśnie Jarry'emu zawdzięczamy określenie "w Polsce, czyli nigdzie". W czasach komuny przyjmowaliśmy je ze znaczącym uśmiechem. Owo "nigdzie" opisywało bowiem nasze miejsce na mapie pojałtańskiej Europy. Ubu rymowało się z nazwą stalinowskiego UB. Satysfakcję, wręcz dziką radość sprawiało nam odkrywanie podobieństw między prostackim monarchą-zamordystą a komunistycznymi kacykami. Natomiast odmieniane na scenie przez wszystkie przypadki " grówno" oddawało klimat proletariacko-plebejskiej polszczyzny towarzyszy pierwszych sekretarzy.


Wydawać by się mogło, że po odzyskaniu niepodległości cykl poświęcony Ubu spocznie na półkach domowych i publicznych bibliotek, tam, gdzie nie zagląda nikt. Tymczasem okazało się, że wolność odświeżyła sens "Ubu Króla" już przy okazji pierwszych wyborów prezydenckich z udziałem Lecha Wałęsy i Stana Tymińskiego, a i z Andrzejem Lepperem w tle. Zobaczyliśmy w tym dramacie pokusy politycznego populizmu, hasła bez pokrycia i politykę traktowaną jako cyniczną grę. Dzieło Jarry'ego zaczęło nową egzystencję nie tylko w teatrze, ale i w kinie, gdzie przypomniał je w niezwykle drapieżnej interpretacji Piotr Szulkin. Dziś, gdy emocje towarzyszące pierwszym latom III RP wróciły na tle sporu o szafę Lesiaka, łatwiej sobie przypomnieć, jak w pierwszym przewodniczącym "Solidarności" - zwłaszcza po niesławnej debacie z Jerzym Turowiczem - zobaczono nowe ucieleśnienie Ubu.


Yeats idzie do teatru

Trzeba zaznaczyć, że Gondowicz nie snuje bezpośrednich aluzji do ostatniej dekady. W komentarzach doprowadza czytelnika do wniosku, że korzenie irytujących nas i dziś stereotypów o Polsce i Polakach tkwią w zamierzchłej przeszłości. Kiedy nam zdarza się mówić - nie bez dumy! - o polsko-francuskich związkach, Francuzi odświeżają szkolną wiedzę o operetkowym wschodnim mocarstwie. Nastolatek Jarry nie był pierwszym, który znał perypetie Henryka Walezego i Stanisława Leszczyńskiego. Negatywne wyobrażenia o Polakach ugruntował Wolter w listach do carycy Katarzyny II. Zapisane w nich maksymy - na przykład "Gdy August pił, Polska była pijana" - do dziś współtworzą nasz obraz w Europie.


Opuśćmy jednak polskie podwórko. Gondowicz kładzie bowiem nacisk na uniwersalizm twórczości Jarry'ego. Utwór piętnastolatka żywił się największymi dziełami przeszłości - Moliera, Racine'a, Corneille'a i Wilde'a, a inspirował najwybitniejszych twórców awangardy: Craiga, Meyerholda, Brechta i Ionesco. A nawet bliższych nam w czasie autorów Latającego Cyrku Monty Pythona.


Perełką jest przytoczony w książce fragment z autobiografii Williama Butlera Yeatsa, który oglądał utwór Jarry'ego jako młody poeta. Oto jakie wrażenia przyszły noblista wyniósł z teatru: "Publiczność wygraża sobie pięściami, Rhymer szepcze mi na ucho: "Często dochodzi do pojedynków po tych przedstawieniach". I wyjaśnia, co się dzieje na scenie. Aktorzy mają być jak lalki, zabawki, marionetki, a teraz wszyscy skaczą jak żaby z drewna, i sam widzę, że główny bohater, który jest jakimś królem, ma za berło szczotkę taką, jakiej używa się do czyszczenia klozetu. Czując się w obowiązku poprzeć stronę bardziej żywotną, wznosiliśmy okrzyki na cześć sztuki, lecz tej nocy w hotelu Corneille jest mi bardzo smutno, bo komedia, obiektywność znów zademonstrowała swą rosnącą siłę. Powiadam: po Mallarmém, po Verlainie, po Moreau, po Puvisie de Chavannes, po naszej rodzimej poezji, po delikatnych odcieniach Condera, cóż jest jeszcze możliwe?". I sam sobie odpowiada: "Po nas - Bóg Bestia".


Symptom kryzysu kultury

Było i jest tak, jak przewidział. Z tego względu warto poważnie potraktować sugestie dotyczące wpływu "Ubu Króla" na sztukę nowoczesną. Zdaniem Gondowicza to właśnie od premiery dramatu w 1896 r. - nie zaś od takich wydarzeń jak premiera "Święta wiosny" Strawińskiego czy wystawienie "Panien z Awinionu" Picassa - rozpoczął się w kulturze bluźnierczy wiek XX. Epoka postępującej demokratyzacji, ale i przerażającej, bo bezosobowej, masy. Chodzi o nowy rodzaj człowieka, którego można nazwać Ubu sapiens. Gondowicz nie wpada w panikę na jego widok. Zachowuje spokój, dowodząc, że przodkowie dwudziestowiecznego potwora dawali o sobie znać od początków cywilizacji europejskiej. Ich rubaszny śmiech wyrażała grubiańska komedia arystofanejska, a później choćby groteskowe korowody z kukłami znane ze świąt ludowych w Prowansji i Bazylei. Nigdy jednak nie brzmiał tak głośno i przerażająco. Teraz jest jeszcze gorzej. Gondowicz przekonuje: "Ubu nie jawi się już jako pędzony paranoiczną wolą mocy fanatyk. To żerujący w korycie władzy lump. Tylko - i aż - symptom kryzysu kultury. Spod skorupy Golema wyjrzał Kaliban".


W ten sposób autor dochodzi do punktu wyjściowego swojej pracy translatorskiej: "Ale nowe oblicze Ubu nie wyziera w pełni z tłumaczenia Boya. Potrzebny był nowy przekład".


Gondowicz dopuścił w nim do głosu, jak to sam definiuje, "peryferyjno-cwaniacki esprit". Pokazany przez niego Ubu to "lump, żarłok i kutwa, wcielenie tchórzliwego i bezczelnego chama". Uderza współczesność wyrażeń Ubu rodzinki - zwłaszcza tych mocno pieprznych. Tłumacz zadbał o nią, kierując się zasadą, że nic tak nie wietrzeje jak wulgaryzmy. Należy uspokoić starszych czytelników: Ubu w wersji Gondowicza nie jest raperem ani blokersem - bywa ubzdryngolony i boi się, że kojfnie. Da się zrozumieć, prawda?

Jacek Cieślak

Alfred Jarry - "Teatr ojca Ubu", przełożył Jan Gondowicz. Wydawnictwo CiS, Warszawa 2006

czas ladowania 0.0099s